poniedziałek, 9 maja 2011

Essence Sun Club - puder rozświetlający.

Dziś krótka recenzja i swatche pudru rozśwetlającego Sun club.
(klikajcie zdjęcia, żeby je powiększyć.:))

Za cenę 14,99zł, dostajemy 6gram całkiem przyjemnego w użytkowaniu produktu. Jak widać na zdjęciach, pudełko jest dobrze wykonane, nie rozsypuje się w rękach ;), trochę przekombinowali, bo mamy tutaj pokrywkę z lusterkiem, puszek, pod puszkiem jeszcze jedną pokrywkę, sitko i dopiero puder, ale generalnie jest ok. Pomysł z sitkiem bardzo mi się podoba, bo potrząsając pudełkiem, po jego otwarciu mamy odrobinę pudru wystarczającą do aplikacji, nie trzeba się bać że cokolwiek się rozsypie, rozdmucha, czy coś w tym stylu.
"Puszek" moim zdaniem jest beznadziejny, nie użyłam go ani razu, bo jest wykonany z takiego materiału (nie jest to typowy, puszek do pudru, raczej gąbeczka pokryta czymś w stylu weluru), że mam wrażenie, że wchłaniałby więcej pudru niż rozprowadzałby na twarzy, na dodatek jest za mały. Lusterko, ok fajny gadżet, ale jak dla mnie zbędny, po prostu go nie używam, ale na podróż jest ok, chociaż ja nie odczuwam potrzeby robienia poprawek w ciągu dnia, wystarczy że rano się pomaluję.:)

 
Co do samego pudru. Pierwsze co rzuca się w oczy (nozdrza?) to zapach. Miły, nienachalny, słodki zapaszek. 
Kolor? Złoty, z drobinkami. Moim zdaniem rozświetlacz ten genialnie wyglądałby na mocno opalonej na brąz/złoto skórze, ale ja, mimo że jestem blada i tak dość dobrze się w nim czuję.:)
Drobinki, niestety jednak trochę zbyt widoczne. Kiedy pierwszy raz się nim pomalowałam, w domu, w naturalnym świetle dziennym byłam bardzo zadowolona, nadał skórze taki zdrowy, złoty 'glow', ale bez przerysowanego efektu. Wyszłam na dwór, wsiadłam do tramwaju i gdzieś po drodze na moją twarz padło ostre światło słoneczne. Przestraszyłam się swojego odbicia w SZYBIE! Byłam obrokatowana jak bombka choinkowa.
Chociaż przyznam, że po chwili, jak ochłonęłam, doszłam do wniosku, że nie jest to taki tandetny efekt, jaki dają niektóre tanie kosmetyki. na pewno nie wyglądało to naturalnie, ale nie powiedziałabym, żeby wyglądało bardzo źle.;) Trochę mnie te zniechęciło, jednak i tak dalej używam tego pudru, chociaż teraz skupiam się bardziej na samych kościach policzkowych, żeby nie wyglądać jak kula dyskotekowa. ;d

Ogólny wniosek: Polecam. Odradzam tylko tym osobom, które omijają z daleka wszelkie brokaty i świecące kosmetyki, oraz tym naprawdę bladolicym (takim naprawdę, naprawdę).








Zdjęcie w świetle dziennym.












Zdjęcie z lampą błyskową.

4 komentarze:

  1. Faktycznie trochę się błyszczy :D ale wygląda łanie :) ja osobiście uwielbiam Essence ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. slicznie blyszczy, na policzki w sam raz;) jak się opale to zobie go zafunduję

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm... Kosmetyk dający efekt rodziny Cullenów;)
    Bardzo ładnie się prezentuje ale złoty odcień mnie zniechęca...

    OdpowiedzUsuń