czwartek, 22 grudnia 2011

Catrice Las Vegas LE

Jestem maniaczką i nie potrafię powstrzymać się od zakupów. Zarządziłam odwyk, ale wczoraj PRZYPADKIEM (naprawdę!) znalazłam się w drogerii Natura, gdzie moim oczom ukazała się Limitowana edycja Catrice, o nazwie Las Vegas. Nie widziałam wczesniej żadnych zapowiedzi, nie polowałam na żaden kosmetyk. Szafa catrice pojawiła się u mnie w mieście niedawno, od tego czasu stałam się fanką tej marki i wydałam na kosmetyki już mnóstwo pieniędzy. Odkąd szafa stanęła w drogerii, na półce leżały resztki poprzedniej edycji limitowanej, które nudziły mnie już do bólu. Wczoraj zostałam zaskoczona, a że na zakupy miałam mniej więcej 3 minuty, to chwyciłam szybko bez zastanowienia dwie rzeczy które najbardziej mnie zainteresowały.


Kilka skanów ulotki reklamującej limitkę:
Ulotka ta jest moim zdaniem kiepską reklamą, powinni w niej zamieścić wszystkie dostępne produkty, wraz z cenami, a tymczasem jest to "instrukcja" wykonania makijażu przy użyciu limitowanych produktów.













Bardzo zainteresowały mnie dwa makijaże, zbliżenie poniżej.




Zbliżenia na poszczególne części ulotki:







A teraz moje zakupy:


Kupiłam puder rozświetlający z rozpylaczem w uroczej buteleczce i coś co jest nazwane pudrem fixująco rozświetlającym.


 Na pierwszy ogień puder w kamieniu. Wywieszka z cenami przy szafie Catrice mówi nam, że jest to "Transparentny, rozświetlający puder w kamieniu".











Naklejka zabezpieczająca informuje o tym samym. Przy okazji napisze, że bardzo mnie cieszy, to że natura postanowiła w końcu zabezpieczać swoje produkty.


Ale już naklejka z tyłu opakowania kłóci się z poprzednimi informacjami, ponieważ z mojej znajomości języka angielskiego wynika, że jest to "Transparentny puder matująco fixujący" i taki jest w rzeczywistości. Jak dla mnie ok, ale mogliby sobie podarować wprowadzanie klienta w błąd, bo mając 3 minuty na wybór kosmetyków, chwyciłam coś myśląc że będzie to rozświetlacz. No ale trudno.




Puder ma bardzo interesujący wzór/tłoczenie - cokolwiek to jest, bardzo ładnie wygląda i przyciąga uwagę klienta, niestety staje się niewidoczne po jednym pociągnięciu palcem.:(
Znając dbałość pracownic natury o to, żeby klientki nie rozpakowywały pełnowartościowych produktów, za dwa dni na żadnym z pudrów przeznaczonych do sprzedaży wzoru już nie będzie.


 Produkt ma bardzo ładny kolor, myślę że mimo iż nie posiada żadnych rozświetlających drobinek, nie zmarnuje się w mojej kosmetyczce.:) Jest całkowicie matowy, leciutki, wydaje mi się że może podkreślać suche skórki, ale jeszcze nie nakładałam go na twarz. Na temat trwałości również się nie wypowiem w tym momencie.
Kolor jest bardzo jaśniutki, prawie biały. Opaloną twarz prawdopodobnie będzie wybielał.
Zapach jest raczej brzydki, ale czuć go tylko jak przytkniemy nos do pudru i powąchamy, toteż na pewno w codziennym użytkowaniu nie będzie przeszkadzał.:)

Cena: 17,99zł

 
Teraz kolej na śliczna buteleczkę z atomizerkiem.






Buteleczka jest przeurocza, chociaż bardzo malutka, z czarnego eleganckiego szkła/grubego plastiku. W środku mamy 5g perfumowanego pudru z drobinkami.













Atomizer jest zabezpieczony silikonowym koreczkiem (zdjęcia poniżej) przed niekontrolowanymi psiknięciami, jest również plastikowa nakrętka.

















Zapach jest bardzo słodki, przyjemny, kojarzy mi się z wanilią. jeśli ktoś posiada sypki puder rozświetlający Sun Bronze Essence, to zapach jest niemalże identyczny. :)




Drobinki są złote, niestety dla mnie trochę zbyt słabo zmielone. Na dodatek po psiknięciu nie utrzymają się zbyt długo, wystarczy przetrzeć palcem, a cały brokat na nim zostaje. Zdecydowanie nie jest to produkt do twarzy i na pewno nie do używania na co dzień. Przyda się np na sylwestra czy inną imprezę.



 

Według mnie jest to trochę zbędny gadżet, samego pyłku na pewno bym nie kupiła, jednak opakowanie jest urzekające i warto kupić ten kosmetyk dla samej buteleczki.:) Poniżej swatche, pierwsze zdjęcie bez lampy, drugie z lampą.:)
Cena: 19,99zł

9 komentarzy:

  1. Po zobaczeniu zapowiedzi obydwie rzeczy uznałam za swój must have, ale jednak sobie oszczędzę- żaden mnie nie zachwycił.
    Mogłabyś zrobić zdjęcie pomadki Princess Peach na ustach?

    OdpowiedzUsuń
  2. Oo, ciekawa jestem reszty produktów z tej limitowanki, puder matujący nie rozświetlający chętnie bym przygarnęła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi podoba się ten liner. Ten rozświetlacz z drobinkami ciekawy szkoda że się nie spisuje

    OdpowiedzUsuń
  4. Princess Peach i inne swatche pojawią się za kilka dni. Mam już zdjęcia zrobione, ale w kolejce są inne notki, między innymi obiecane swatche zakupów z Inglota.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. puder chyba by mi pasował jeśli chodzi o kolor ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ta kolekcja jest naprawdę świetna i wygląda jak warta milion dolarów ;) no może troszkę przesadziłam ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. chcę ten rozświetlacz w buteleczce ! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. ach, te przypadki :)) świetne zakupy.
    dodaję do obserwowanych i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Prezentują się genialnie! Już nie mogę się ich doczekać w mojej kosmetyczce!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń