czwartek, 29 grudnia 2011

Napad na Inglota (część X cyklu)

Swatche zakupów z "napadu" postanowiłam podzielić na dwie osobne części, dlatego, że cienie sypkie i eyelinery żelowe które się to pojawią nie były jeszcze nigdy gośćmi na moim blogu, co za tym idzie, wypadałoby je zrecenzować, a ja lubię pisać obszerne recenzje, zwłaszcza jeśli chodzi o produkty Inglota.

Mam nadzieję, że dotrwacie do końca mojego wywodu.:)

Powodem dzielenia notek na mniejsze jest również to, że wgrywanie i rozmieszczanie zbyt dużej ilości zdjęć przy możliwościach bloggera doprowadza mnie do szału i moja cierpliwość przy tej czynności zazwyczaj się kończy (już wiadomo, czemu tak rzadko dodaję notki.;)). Może macie jakiś sprawdzony sposób na pezproblemowe umieszczanie zdjęć w poście? Bo jak ja próbuję to zrobić, to zgrane już na serwer zdjęcia nie chcą mi się załadować do okienka edycji posta, zazwyczaj musze klikać pojedynczo, a kolejny problem pojawia się kiedy próbuję je ułożyć w kolejności, albo konfiguracji jaką sobie wymyślę. Zdjęcia przeskakują z miejsca na miejsce (nie to które ja im wyznaczyłam), albo w ogóle nie chcą się ruszyć.


Ale przechodząc do konkretów, przedstawiam wam zdjęcia Inglotowych "łowów" z bliska, wraz ze swatchami. W tej części żelowe eyelinery i cienie sypkie.:)

Zdjęcia zakupów w całości. Robiłam je zbiorowo i jest tu większość zakupów, to czego nie znajdziecie w tym poście znajdzie się w kolejnym.:)


Cienie sypkie, nr 71 i 77. O cieniach sypkich chyba jeszcze nie pisałam. Jak reszta produktów Inglota, przyprawiają mnie one o szybsze bicie serca, ale wiadomo, ja jestem maniaczką
Patrząc obiektywnie: 2g cienia sypkiego, zamknięte w eleganckim, prostym, plastikowym (duży plus, bo są bardzo leciutkie mimo swoich rozmiarów) słoiczku. Słoiczki są przezroczyste, toteż widzimy od razu jaki to kolor. Zapachu nie mają żadnego.
Jeśli chodzi o pigmentację, to w słoiczku kolor wypada 1000000 razy lepiej, nie są to czyste pigmenty, wydaje mi się że w porównaniu z prasowanymi cieniami też wypadają trochę gorzej.
Ale jest to produkt oznaczony jako AMC, czyli Advanced Makeup Component, przeznaczony dla profesjonalistów, toteż jest trudniejszy w użytkowaniu niż zwykłe prasowane cienie i trzeba się trochę namęczyć i opracować jakąś metodę, żeby wydobyć z niego piękno

 
Najlepiej będą się sprawdzać na kolorowej bazie (w postaci kredki, cienia w kremie, albo chociażby cienia prasowanego w zbliżonym kolorze). Kolory są piękne i jak już nauczymy się ich używać, to możemy z ich pomocą uzyskać ciekawe efekty
Odcienie w których widać grube ziarna brokatu (np fiolet ze złotem), w użyciu gubią bazowy kolor a zostaje tylko lekka mieniąca się różnymi kolorami (tymi które są w bazie i kolorem brokatu) poświata, dają lekko holograficzny efekt, ale trzeba pokombinować z czym je zestawić, żeby ten efekt wydobyć.
Odcienie cieliste i złote idealnie nadają się do rozświetlania łuku brwiowego, albo kącika oka, dobrze tez spisują się przy blendowaniu. Trwałość: moim zdaniem dobra, porównywalna do cieni prasowanych, chociaż zdarzyło mi się też że zebrały się lekko w załamaniu, co przy prasowańcach zdarza mi się bardzo rzadko. Konsystencja jest jak nazwa wskazuje sypka, zdarza się, że cień zbiera się w kuleczki i nie jest całkiem miałki, ale to nic złego, martwic nalezy się dopiero kiedy jest całkiem zbrylony i twardy.  
 
Cienie nie osypują się przy nakładaniu jesli uzywamy ich umiejętnie, czyli po nabraniu cienia należy ostukać pedzelek, o wieczko/słoiczek/ wierzch dłoni i dopiero potem nakładać, najlepiej metodą "pac, pac". Sprawdza się także, dociskanie pędzelka o wierzch dłoni po nabraniu cienia, żeby cień "wbił się" we włosie
Przy zakupie należy pamiętać, że cienie pakowane są według wagi a nie objętości, dlatego może się zdarzyć, że słoiczek z jednym kolorem będzie pełny po brzegi, a inny już tylko do połowy.
Odcienie mocno brokatowe są cięższe i jest ich mniej.:)




Cena: 27zł
dość dużo, dlatego ja zazwyczaj kupuje kolory które są przecenione 50%, ale jest to dobry produkt, więc jeśli ktoś ma więcej wolnej gotówki (albo bzika na punkcie Inglota, tak jak ja), to nie widzę przeszkód, żeby produkt ten zakupić.:)








Teraz kolej na eyelinery w żelu. Gama kolorystyczna jest bardzo bogata, od klasycznych czerni, brązów, granatów, szarości (w kilku odcieniach), przez tak niecodzienne kolory jak czerwień, róż, żółty, turkus itd, więc jest w czym wybierać. Ja mam 3 kolory, turkusowy, który kupiłam już kiedyś, oraz granat i biel, które są dość nowe. :)
Zapakowane tak jak cienie sypkie w równie ładne, eleganckie i leciutkie, ale trochę niższe słoiczki.


Konsystencja jest dość tępa, tak jak w przypadku cieni sypkich, też trzeba nauczyć się nimi posługiwać (również należą do linii AMC). Trzeba albo pogrzebać pędzelkiem trochę głębiej, albo zamoczyć pędzelek w Duraline, albo po prostu dodać kropelkę Duraline do linera. Z tępą konsystencją wiąże się również to, że linery szybko zasychają, zarówno na oku jak i w słoiczku, ale to nie oznacza że nadają się tylko do wyrzucenia. Ratowac je można płynem Duraline, zastosowanym tak jak napisałam wyżej, wiadomo że to obniża komfort użytkowania, ale przynajmniej nie musimy spisywać kosmetyku na straty. W ostateczności możemy eyeliner zareklamować w punkcie w którym go kupiłyśmy, dlatego warto zachować paragon.
Jest ważny przez 9 miesięcy od otwarcia, dlatego jeśli w tym czasie coś się z nimi dzieje, to śmiało można złożyć reklamację, otrzymamy taki sam, nowy produkt. Mi zdarzyło się zareklamować mój turkusowy eyeliner, z wymianą na nowy nie było problemu, ale niestety paragonu nowego nie dostałam, a jedynie zwrócili mi stary, więc ponowna reklamacja zapewne nie byłaby możliwa, bo upłynąłby termin 9 miesięcy. Nie wiem natomiast czy brak nowego paragonu to polityka firmy, czy niewiedza ekspedientki, bo obsługiwała mnie wtedy dziewczyna, która była w pracy pierwszy dzień i nie wiedziała jeszcze co i jak ze zwrotami i wymianami.:)

Zapachu eyeliner nie ma, przynajmniej ja go nie czuję. Trwałość jest zabójcza, warto zaopatrzyć się w dobry płyn do demakijażu wodoodpornego. Zdarzyło mi się raz nawet spać w makijażu (wiem, straszne ;p), kreski rano były nienaruszone. :) Aplikować można go każdym pędzelkiem do eyelinera, używałam już pędzli różnych firm, zarówno skośnie ścięte jak i te tradycyjne spisywały się dobrze, ale pamiętajcie o dokładnym umyciu pędzli od razu po aplikacji, po wyschnięciu eyeliner jest, tak jak w przypadku oczy, trudno zmywalny z pędzli.

Cena regularna, to 32zł tanio nie jest, ale za te kwotę dostajemy aż 5,5g! Nie zużyję do końca życia, zwłaszcza takich kolorów jak turkus czy niebieski, których przecież nie używa się codziennie. Moim zdaniem eyeliner jest wart swojej ceny, ale z racji tego że nie jestem w stanie zużyć całego kosmetyku, bardziej cieszyłabym się gdyby pojemność (i zarazem cena), była dwa razy mniejsza.:)

Kolory jakie upolowałam to: nr 76 biały i 83 granatowy.

8 komentarzy:

  1. ten granat, jest niesamowity :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Eyelinery mają świetne kolory, granat jest cudny, a biel czysta i mocna

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam dziś nad tym pigmentem, ale wydawało mi się za drogo, więc odpuściłam :D
    chyba "zarażam się" manią na Inglota :D

    OdpowiedzUsuń
  4. może z okazji zbliżającego się okresu studniówkowego umieściłabyś jakies obowiązujące w tym sezonie trendy albo inspiracje dla dziewczyn ?;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wooow, szkoda, że te linery tak schną, bo bym z chęcią kupiła ;)
    Pigmenty też piękne <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, ze nie widziałam tych eyelinerów, bo chętnie bym się skusiła na brązowy. Do tej pory widziałam takowe tylko z Essence (w sensie żelowe eyelinery) i dlatego go nie kupiłam. Co ciekawe zaopatrzyłam się w stosowne pędzelki:D Ale Inglota mam niedaleko, więc się przejdę;)

    OdpowiedzUsuń